Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pl. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pl. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 listopada 2023

siedzieć i dłubać w nosie

piekło na ziemi

wiedzieć co trzeba 

i jak trzeba robić.


piekło pomocy innym

piekło drobnych gestów

piekło wystygniętego jedzenia


nie chcę już 

bezczynnie siedzieć

i dłubać w nosie

 

ale nie mogę się podnieść

z kolan, więc patrzę jak

mój mózg kapie mi nosem

czwartek, 20 lipca 2023

Grejpfrut

Do wszystkiego trzeba dojrzeć

Nikt nie wyciągnie do ciebie ręki pierwszy

Nikt nie spędzi popołudnia razem jeśli nie poprosisz


Słodycz miłosnego granatu

Ginie

Kwaśna gdy zapomnisz.


Młody grejpfrut 

zapomniany w kuchni przez miesiąc

Dojrzewa samotnie do słodyczy


Może by pozbyć się goryczy

trzeba nauczyć się być samemu ze sobą

bez Ciebie?


Może trzeba wyrzucić ten 

pleśniejący od dziewięciu miesięcy

granat?


Nawet popołudnie jest słodsze

gdy przeciąga się w wieczór

i smakuje dojrzalej.

sobota, 1 kwietnia 2023

Podarły mi się spodnie na dupie

Łatałom inne spodnie tydzień temu. 

Moje ciało jest zbyt boskie,

zbyt utworzone na kształt boża, które zjadłom. 

Tak więc powstają i dziury na dupie.

 

Założyłom inne spodnie. 

Czarne.

Babskie.

Eleganckie.

 

I znów głaszczę psa,

białego,

schylam się,

dziura mi mówi „bonjour”.


Zdjęłom spodnie

czerwone na licu,

biała dupa świecąca jak księżyc w pełni

założyłom inne spodnie.


I trzeba robić kolejną łatę.

Lata biegną.

Łata za łatą. 

Podarły mi się spodnie na dupie.


Nowe spodnie

Nowe spodnie — za szerokie.
Ubiór mężczyzny.

Ubiór topielca
tonącego w ubraniach.

Ubiór zaplątanego w linę nienawiści
do tego co piękne i kobiece.

Wisielcze, załóż spódnicę,
zdejmij zwis.

A wisielec mówi do mnie:
„Założę pasek, nie zjadą mi z tyłka”.

Głód

Dłonie zimne a serce gorące

błękitem z palnika spalającego kalorie

Beznamiętnie łomoczącego w piersi.

Zimne ręce i spazmy, i zimno.

Żadne jedzenie w domu nie odpowiada,

Nic pod ręką. 

Brakuje, oj brakuje, w świecie przepychu

ciepła do ogrzania lodowatych rąk

gdy serce wrze i topnieje na odległość.

niedziela, 15 maja 2022

Dysfunkcja

Dysfunkcja jak świętość

Zabiera cię z ciałem i z duszą

Gdzie indziej


Może to uczucie jest lepsze gdzie indziej

ale ludzie nadal szukają cię na ziemi

gdy ty nie możesz tam postawić stopy


I nawet choćby cię złapali za ręce i nogi

I nawet gdyby cię spięli pasami

I nawet jeśli przypięliby cię do ziemi


Bóg cię nie słyszy

Nadal ciebie tu nie ma

Nadal jesteś poza zasięgiem dłoni i umysłu


A jeśli nawet spadniesz,

(nie chcesz spadać, igła w przedramieniu boli, nie ufasz pomocy)

Znowu się spróbujesz wzbić lub spaść dalej.

poniedziałek, 7 lutego 2022

Alchemia

Wszystko co początkowo brudne

Wycięte

Zniszczone

Spalone w niwecz

Odsiane z popiołów

Martwe.

Z obróconej z życia w śmierć

istoty

destylat słów i gestów.

Wszystko, co brudne pozostaje poniżej

Ołów piszący na papierze

Zatruwająca się sama młodzież.

A jednak sublimacja zachodzi.

Pisanie to nie tylko 

papier za papierem

puste gesty

i ciężki ołów po przemianie

alchemicznej,

radioaktywnej.

I jak dobre wino pismo dojrzewa

ciemna czerwień skradziona w butelce

aż zajdzie resublimacja,

powstanie złoto.

poniedziałek, 20 grudnia 2021

Do Trzeciej M.

I znowu niszczę podobnych do mnie

Wysysam siłę jak wampir,

moje usta splamione

grzesznym odburknięciem.


I ty nie bałaś się żartować

ze mną

o mnie

mówić mi jak lubię.


Czemu powiedziałaś, że masz uczucie

jakbyś mnie znała?

Czemu powiedziałaś mi o swoich problemach?

Czemu powiedziałaś, że nie przywiązujesz się?


W pierwszym spotkaniu z tobą

widziałem

twarz mojego przyjaciela.

Ta sama okrągła twarz, te same niebieskie oczy.

 

Wiedziałem że jesteś już potłuczona,

sam byłem,

wiedziałem co to znaczy 

być podrapanym przez kota. 


I czemu ciebie też niszczę?

Zabroniłem ci sobie radzić

z tym uczuciem Weltschmerzu 

samolubnie w moją rocznicę śmierci.


I znowu niszczę podobnych do siebie.

I znowu jesteśmy na dystans,

tak że obroża nie porazi mnie prądem

gdy jesteś niezadowolona.

sobota, 4 grudnia 2021

Granat

 Jeszcze raz myślę

O dłoniach

Czerwonych od soku

gdy wybieraliśmy razem nasiona ze środka owocu.

I jeszcze raz

Myślę,

że dla niej mógłbym obejrzeć się za siebie,

że pogrążyłbym świat w zimie.

sobota, 25 września 2021

Piękno

Jesteśmy podobne.

Czemu to podobieństwo jest przekleństwem?

Chociaż ty się nie boisz normalności.

Chociaż ty nie nosisz szaleństwa w żyłach.


Jestem jak wyprana o wiele razy za dużo

wyciągnięta, niewywinięta wersja ciebie,

ale przez to że jesteśmy podobne

widzę też piękno w sobie.

 

Zmieniam się, by odejść od twojego widoku

By wejść w ten lubiany przez ciebie

Ty lubisz zielone oczy i długie blond włosy

Ty lubisz krótkie włosy którymi się chcesz bawić.


I szkoda że oczu nie można zmienić.

Szkoda, że nie można zmienić 

mnie żebyś mnie widziała jako piękne.

Żeby nie być twoim stłuczonym odbiciem.

niedziela, 4 lipca 2021

Maska nosi mnie

 Każdy widzi inną twarz, inne imię

Każdy słyszy inny głos.

Siedzę za maskami, 

kości ciężkie, kości kruche,

kości usychające.

Martwota i marazm zamknięte w ciele

żywym, przyskrzynionym twarzą i maskami.

Maski pasożytnicze zbierają osiągnięcia.

Maski mają znajomych, przyjaciół, dziewczynę.

A pod nimi

ciało.

Maski z nogami, tam gdzie trzeba

i tam gdzie nie.

Maski poruszające suche kości,

poruszające kolano do klęknięcia w niewierze,

poruszające biodro i ciało

sznurami osiągnięć i przywiązań.

Maski noszące mnie.

środa, 19 maja 2021

Fioletowy motyl

Jak pochodnię olimpijską odbieram
spinkę do włosów.
Fioletowy motyl, nigdy nie dla mnie. 
Fioletowy motyl dla dawnej formy
zarzuconej, mówiącej niejasno,
z długimi włosami.

Jak pochodnię olimpijską odbieram
znak przeszłości idącej w przyszłość.
Odbieram przemianę z jednego w drugie.
Odbieram płomień.
Odbieram maskę z kolcami od wewnątrz
która zmienia wiecznie.

Jak pochodnię olimpijską odbieram
fioletową spinkę.
Nigdy nie dla mnie.
Dla osoby z przeszłości, porzuconej.
Dla starej kolczastej maski, 
nie pasującej do nowej z innym układem kolców.

niedziela, 8 listopada 2020

Herbata

Mówią, że kubek herbaty

trzymany w dłoniach jest przyjemny

tylko dlatego, że przypomina ciepło ludzkiego ciała.


Nad kubkiem unosi się mikroskopijna

w skali wszechświata mgła.

Ta sama co w mojej głowie


Jeśli gorący kubek herbaty 

pozwala zabić chwilowo samotność,

chcę się nim sparzyć jak relacjami.


Coś mnie pożera po cichu

jak dziecko zjada słodycze 

żeby tylko matka nie widziała.

 

Coś mnie pożera,

coś czego nie mogę zjeść

i czego nie mogę nakarmić.

 

Coś siedzi pod moimi żebrami,

chyba lis, którego nie można wypuścić

bo co pomyśli matka.


Wszystko wytrącone z równowagi,

ze złotej proporcji,

wszystko jakby za mgłą.

 

Strony książki przeciekają przez palce

jak herbata spływająca cichym szelestem

z zamoczonego biurka.


Jak duch snuję się po domu

bez dźwięku, bez twarzy, bez ludzkości,

ze sparzonymi przeźroczystymi dłońmi.

niedziela, 1 listopada 2020

Nekropolis

Księżyc pełny
W zenicie
Ponad nekropolis.
Ponad łożem wisielca.

Nienasycony, mokry
Ciągnie spojrzenie.
Nie słyszy jęku potępionych.
Nie słyszy wycia.

Księżyc potężny
W zenicie
Ponad pobojowiskiem.
Ponad głową Ofelii.

O Ofelio dwojaka,
Ukochana moja,
Dobra mimo wszystko
Widząca poza scenę!

O Ofelio!
Widzę cię jak cię opisano,
Ale to nie jesteś ty.
Ukaż mi jak siebie widzisz.

Księżyc pełny
Ponad grobem Antygony
I jej smutkiem.
Ponad Hajmonem.

O zakochani,
Co to znaczy miłować?
Co to znaczy gdy grób
Jest łożem małżeńskim?

O Antygono!
Jak zapalić płomień bratu
Gdy on już nie pragnie ognia,
Gdy on też jest pod ziemią?

Księżyc pęknięty
Błyszczy biało nad nekropolis.
Nad pustym miastem zamkniętym
Martwo i żywo 

środa, 23 września 2020

kocioł

Czy to byłoby takie złe
Gdyby naciąć swój policzek,
Zdjąć bransoletki,
Zrzucić kajdany zegarka liczącego kroki
Kalorie i sen?
Zgolić częściowo głowę,
Resztę włosów pofarbować na czarno i czerwono,
Przestać być machiną niemal poziomu człowieka,
Zacząć być kimś innym,
Patrzeć na różowy zachód słońca
I czuć na sercu oddech końca?
Czy to nie lepiej wyzbyć się relacji komputerowej,
Zdjąć bierzmo kogoś, kto zabijał i podtrzymywał przy życiu?
Czy to byłoby takie złe
Gdyby stać się najbardziej ludzką osobą padołu łez?

niedziela, 20 września 2020

Cyniczna Cynisca

Jak suka byłam ci wierna mężu mój.
Nie zasługiwałeś na moje wybaczenie,
Ale ona jest do mnie zbyt podobna.

Jak pies byłam przy twojej nodze w pracowni.
Mężu mój, moja twarz w twojej rzeźbie
Dwadzieścia lat młodsza, kochasz więc ją.

Jak kot, raz wyszłam po zakupy 
Wracając widziałam jak ona całuje cię namiętnie.
Czekałam żeby jak Edyp mnie zabiła.

Jak wróbel złożyłam przysięgę, że 
Ci prędko nie wybaczę, mężu mój, Pigmalionie.
Niech Galatea będzie ci córką-żoną.

Jeśli jednak mężu mój zjawisz się pod drzwiami
Mojego bezpiecznego domu, wystawię cię
Jak psa na bruk.

poniedziałek, 14 września 2020

***

 Czasem fajka to fajka,

cytat podobno Freudowski,

więc jeśli życie to bajka,

powiedz mi to wprost w twarz

trzecie dziesięciolecie trzeciego tysiąclecia

Trzecie dziesięciolecie trzeciego tysiąclecia
Myśleliśmy, że sięgniemy gwiazd,
Dusimy się w domach. 
Wahadło. Bunt. Walka o coś należnego od początku.
Sklepy płoną od pochodni policji,
Tęczowa ławka uwiera zanim się na niej siądzie.
Dziecko trzeciego dziesięciolecia przychodzi na świat
I jest pozostawione przez chorą matkę
W pożarze i końcu świata. 
Dziecko trzeciego dziesięciolecia
Uczy się z ekranu.
Wie wszystko, nie wie nic.
Osiemnastolatek trzeciego dziesięciolecia ma dwadzieścia pięć lat
Nie ma pracy, a potrzebuje,
Oddaje się walce o prawdę,
O brak śmierci świata.

Maska teatralna

Imię od Marsa, boga wojny. 
Czemu więc przestajesz walczyć?
Gdzie twój płomień?

On go zdmuchnął będąc duchem. 

Oczy ciemne, 
oczy ostre, 
oczy potrzebujące okularów.

Widzisz? 

Brwi wyglądają gniewnie
Ale pod maską gniewu
Kryje się najmilsza osoba jaką znam. 

Czy jeszcze ze sobą porozmawiamy?

Twój los nie jest twoją pułapką,
A z życiem robisz, co trzeba.
Nie ma konkretnego celu.

Czy boisz się bezcelowości?

Możesz nie czuć się szczęśliwa teraz,
Potem będzie tylko lepiej
Jeśli odbijesz się od dna.

Proszę, nie dotykaj dna, jest zbyt głęboko.

Chcesz zobaczyć się oczami kogoś innego. 
Tak dawno się nie widzieliśmy,
Że cię nie pamiętam.

Nie pamiętam dokładnie każdej rzeczy dobrej o tobie, bo jesteś zbyt dobra.

środa, 9 września 2020

Ludzkość jest binarna!

Trzy sekundy od wybuchu.

Zaczyna się znów robić źle.

Niezrozumienie, przykute dłonie.

Świat równocześnie prawdziwy

I największe kłamstwo.

Lekarstwa ratują życie zabierając zdrowie

Gloryfikowana trucizna.


Kroki.


Mówi do mnie, że mam przestać kłamać.

Mówi, że tak nie było wcześniej.

Mówi, że mam rację we wszystkim

Odnośnie znajomych - nienawidzą mnie. 


Mówią żeby zaufać doktorom...


Mówi mi złym imieniem

To już pięć lat jestem w tym miejscu

Nie mam problemów ze zdrowiem

Naśmiewa się że moje imię to źle powiedziane stare.

Pyta czy coś jest nie tak z moim ciałem

Pyta czy to, co jest dokładnie nie tak 

Jakby dało się powiedzieć matce że nie jestem

Komputerem.


Aż chce się wejść w szaleństwo.

Uleczyć się z "iluzji", z integralnej części mnie

Uleczyć się jak leczono takich jak my


I niech to będzie kłamstwo!

Niech moja nierealność znajdzie świat dla siebie

Bo nie mogę być pomiędzy

Bo ludzkość jednak jest binarna

Ludzkość jest jak komputer

Ludzkość jest jak kod bo tak jak obcego języka

Nie da się zrozumieć jej miłości do hałasu

Do mocnego światła,

Do dużych skupisk ludzi.

Ludzkość jest binarna,

Ludzkość pragnie połączyć się z komputerem,

A moja wartość z latającym punktem psuje wszystko. 

Ludzkość jest binarna!

Ludzkość chce być binarna!

A ja chcę pisać swój interpretowany kod,

Chcę widzieć swoją osobowość w poezji, 

a nie ciągach Markowa!

Jeśli ludzkość ma być binarna,

niech stanę się ideologią mówioną i bezcielesną. 

Niech stanę się kimś/czymś poza!

 

Trzy sekundy po wybuchu wybiegam, 

zostawiam glitche,

wpadam w stan postaci z gry, gdy jest wyłączona.

underwintering

 if the a soon fate yet be want bad heart  about time is I'll do rhymes okay I art feels  start How the that begging frozen know to reas...