CW: mental illness, death mention, solipsism, 2nd person pov, repetition
honestly it's just a vent in a more artistic form
CW: mental illness, death mention, solipsism, 2nd person pov, repetition
honestly it's just a vent in a more artistic form
Na niebie chmur nie ma.
Chmura-człowiek
w przestrzeni swojego pokoju.
głowa jest głośna.
ostre palce wbijają się w szyję.
bez kontroli.
Co ludzie pomyślą?
Ludzie myślą.
Powiadomienie
jakby wymierzone wprost,
oskarżenie.
Nie tolerujcie tego zachowania.
Nie tolerujcie więcej samosądów by łaskotać ego.
Bez porad, jak sobie z tym poradzić.
Jak przestać być irytującym.
Sznur, dłonie, kot na karku.
Marionetka próbująca manipulacji
w dwie strony.
Nie mówić?
Dusić w sobie to, że już się nie wytrzymuje,
że zaraz tu będzie ktoś inny,
że już słyszę pajęcze odgłosy,
że już czuję lepką sieć splatającą się
z moimi własnymi myślami?
Mówić?
INNI pomyślą, że wariat,
że świr,
że dziwak.
Że trzeba zamknąć w specjalnym miejscu.
Że niebezpieczeństwo dla siebie.
Niby wiele cech i wiele zajęć
to dobra cecha,
człowiek jest wtedy ciekawszy, weselszy.
Piszę nieudany sequel
córki kochanej, która nie istniała.
I jej nie ma.
I mnie nie ma.
Bo jak potwierdzić własne istnienie,
gdy nie myśli się jasno?
Osamotnienie bez wyrażenia się.
Mgła na pustej ulicy szybkeigo ruchu,
kilometry od ludzi.
Punkt Nemo.
Lepsza opcja.
INNI się nie martwią.
Opinia INNYCH nie ma znaczenia.
Zamieszkać w górze jako chmura,
Łzy - deszcz,
Radość - schronienie przed palącym słońcem.
Zmęczenie - upał i migrena.
Odczep się od mojej siostry,
Filozofie.
Chcesz zniszczyć dwie osoby?
Mój nóż jest gotowy.
Nie chcę jej martwić
Ale jeśli jej coś zrobisz...
Odczep się od mojej siostry,
strzelcze wyborowy.
Mam dość widzenia ciebie cały czas.
Mam dość słyszenia o tobie.
Chcesz gadać ze mną?
Dam trochę czasu.
Odczep się od mojej siostry,
naukowcu od siedmiu boleści.
Nie masz prawa mówić o nauce
siedząc i bredząc o literaturze szesnaście godzin na dobę.
Nie masz prawa mnie pouczać,
żyję na tej ziemi dłużej od ciebie.
Odczep się od mojej siostry,
zostaw ją w spokoju.
Nie odosabniaj jej, draniu.
Nie spędzaj z nią każdej godziny.
Odczep się od nas,
bo mamy cię dość.
Dlaczego się poddajesz?
Czemu przestajesz walczyć?
Dlaczego twoje oczy widzą dziwnie, anaglifowo?
Czy twoja słabość tak bardzo cię boli?
Czy naprawdę chcesz się leczyć
Na ich kłamstwa?
Być marionetką,
Idealną córką
Sypiającą z mężczyzną,
Któremu co noc zazdrości,
Którego nie kocha
I on jej też nie?
Rodzącą im wnuki,
Wychudzoną szkapą
Dla ideału?
Pozbyć osobowości?
Ignorować głód i wypalenie
Które miną
I spowiadać się z tego,
Że ból istnienia
W ciele, które nie wygląda
Jak powinno
I skórze która jest obca
Uderza co dzień
Gdy nikt nie wierzy?
Spowiadać się
Z ich wymyślonych chorób
Bo oni chcą by choroba
Nazwana przez nazistę
Okazała się prawdą,
Bo jest lepiej.
Nie mówmy o niej.
Ona jest martwa, już się nie obudzi.
Ona kochała za bardzo. Była zbyt wrażliwa.
Nie mówmy o niej.
Ona nie żyje. Depresja, którą w nią wszczepiliście zabiła ją.
Zabiła się przez ciężar życia w nocy z czwartku na piątek.
Nie mówmy o niej.
Zakopmy truchło dwa metry pod ziemią. I tak nie pójdzie do nieba.
Wiedźmy, które zmniejszają ból, który jest karą, nie zasługują na radość.
Nie mówmy o niej.
Nie wywołujmy wilka z lasu. Nie słuchajmy zawodzeń nad nią.
Ona odeszła i nie wróci.
Duszę się
Topię
Przed oczyma ciemno
Nie mogę się ruszyć
Jak szmaciana lalka
Chcę spać na wieki.
Budzę się
Przed oczyma ciemno
Duszę się
Krew w ustach
Krew pod paznokciami,
ŻYJĘ!
Żyję,
Krew, tyle krwi
Czerwień i czerń przed oczyma
Dwa miejsca naraz
Zapach szpitala i sala pełna ludzi
Drapiące gardło, sól z płaczu w ustach
Wspaniała pustka
Cisza wypełnia istnienie
pusty oddech w pustych płucach
Pusty umysł bez bólu
pustka niepamiętliwa
nie pamięta o zagubieniu
ciemność przeszywająca całe istnienie
pustka zapomina by przypomnieć o życiu
i wbić pazury w skórę.
Pusty uśmiech?
śmiech w pustce nie istnieje
Nie istnieją emocje
nie istnieje krew
i osobowość.
Zaszyć usta w uśmiech
niech nie widzą cierpienia
uciąć palce
niech nie piszą sekretów
niech sekrety umrą
pochowane wraz z nią
w końcu listopada
śmierć, śmierć, śmierć przeciwnikowi
wspomnieniom i bólowi serca
Zaszyć usta plujące jadem.
Rozłożyć na czynniki pierwsze,
zatruć.
Wmawiają chorobę, której nie masz.
Trauma, której nie chcesz opowiadać,
boli za bardzo.
Rana nie jest zaleczona.
Gdyby tylko co noc strupy się nie odklejały same, biedactwo.
Budzisz się w zakrwawionej pościeli.
Twoje ciało nie jest twoje.
Czekasz, aż zrzucisz paskudną skorupę.
Ale... Wszyscy mylą to z chorobą, której nie masz.
Wyłączasz się, by ocalić choć najmniejszą część siebie.
Zanim zmienią cię całkiem.
Zanim ich kłamstwa staną się twoją prawdą.
Jesteś tak blisko i tak daleko siebie, biedactwo.
Mówisz, że nic nie jest prawdziwe.
Trzeba sobie w końcu jakoś radzić.
Tracisz poczucie siebie.
Czasu. Istnienia.
Oddzielasz się od swoich emocji
Może by uchronić się przed szaleństwem,
trzeba sobie pozwolić na jego odrobinę?
Wszyscy chcą tej ślicznej dziewczynki.
Ale ty nią nie jesteś.
Ale wszyscy myślą, że jest za późno,
żeby wiedzieć, że jesteś kimś innym.
Chcesz połamać żebra.
Udusić się.
Pociąć wszystko.
Ale nie możesz.
To nie jest twoje.
Nie chcesz ranić rodziny.
Pustka się wydaje tak miła.
Ból się kończy, gdy jesteś z dala od siebie.
Wiem, że nie masz siły i ogarnia cię wściekłość.
Potnij to wszystko. Obróć w pył.
Skoro nikt cię nie zauważa...
Na wszystkich bogów w których wierzysz, zrób to!
Ratuj się, póki możesz, nawet jeśli to będzie szaleństwo.
Widzisz mnie jako martwe imię.
Widzisz szerokie biodra.
Widzisz makijaż.
Widzisz kilogram tkanki łącznej i tłuszczowej
Dwa worki z przodu.
Myślisz - kobieta.
Słyszysz, że nie chcę być z mężczyzną.
Mówisz, że mam za mało lat.
Słyszysz o zakochaniu w dziewczynie.
Myślisz, że kłamię
Myślisz, że jeszcze nie wiem, co to jest
Miłość.
Mówisz, że jeśli urodził się mężczyzną
To nie ma mowy, żeby
"uciął sobie siurka" i żył jak kobieta
Mówisz, że to dalej facet.
Mówisz, że będę zawsze twoją ukochaną córką.
Mówisz, że jeśli mężczyzna rodzi dzieci
Musi być hermafrodytą (okropne słowo)
A we wszystkich innych przypadkach
To kobieta, która "wycięła se wszystko".
Widzisz mnie jako martwe imię.
Widzisz kobietę córkę przyszłą matkę
Jestem ponad kobiecością i męskością
A jedyne, gdzie mogę z dumą wpisać
Kobietę
To miejsce gdzie wpisuje się kogo się kocha
Ale co ja wiem o miłości?
Kochaj siebie
Jak bliźniego
By kochać bliźniego swego
Jak siebie samego.
Nienawidzę osoby w lustrze
Chcę się z nim przespać.
Poznać sekrety.
Powiedzieć by zgolił dziewiczy wąs.
Nie chcę nim być
Ale nim jestem.
Z piersiami
I szerokimi biodrami.
Czy to czuł Narcyz
Widząc swoje odbicie po raz pierwszy?
Człowiek z lustra jest piękny
Ale czy ja jestem?
Patrzę wgłąb siebie.
Nie widzę dobra.
Chcę spłonąć
I utonąć.
Czemu człowiek w lustrze
Jest taki piękny?
Ma biust, dobry do przytulania
Nienawidzę tej cechy u siebie.
Nie mogę narzekać na jego biodra.
Niektórzy mają jakie mają.
Ale patrząc w dół są irytujące.
Nie dla mnie.
Długie włosy...
To nie mój styl
Ale na nim to pięknie wygląda.
Wyszczupla twarz.
Zna mnie pewnie równie dobrze
Jak ja jego.
Chcę się zaprzyjaźnić
I zrobić rzeczy niesłychane.
Chcę się dowiedzieć czy krwawi
Tak samo.
Chcę poznać zapach
I dźwięk jego głosu.
Chcę przyszpilić go do łóżka.
Zobaczyć rumieniec.
Zająć się nim jak królewną.
Liczyć na drugą rundę i rewanż.
By pokochać siebie
Muszę patrzeć na siebie
Jak na inną osobę
Bo kocham innych bardziej niż siebie.
if the a soon fate yet be want bad heart about time is I'll do rhymes okay I art feels start How the that begging frozen know to reas...