poniedziałek, 25 maja 2020

Świętość


Czemu czuję Boga gdy trzymam cię w ramionach?
Czemu największym błogosławieństwem i największą ulgą
było ścięcie włosów i znalezienie nowego imienia?
Czemu ta żałosna płyta spadła bez huku
i przestała mnie dusić właśnie wtedy?

Czemu mam wrażenie, że Bóg jest przy mnie
kiedy palę świece i czytam w pośpiechu Dawidowe psalmy,
psalmy człowieka, który zabił męża i poślubił jego żonę?
Czemu przez przyjaźń spotyka mnie osąd
i namowy na zmianę wiary na poprawną według jego miary?

„Czemu” jest niewygodne.
Powoduje myślenie o tym, co jest prawdą wiary
i nie ma „bo tak” za odpowiedź.
Nie ma „czemu” w relacji która jest jak ojca-szefa
i wygnanego dziecka-pracownika.

Nie ma „czemu” gdy Biblia otwiera się na perfekcyjnym momencie.
Nie ma „czemu” gdy kocha się właściwie.
Nie ma „czemu” gdy jest się na kolanach.
Nie ma „czemu” gdy dzwonią dzwony.
Nie ma „czemu” gdy zadawanie pytań jest stłumione.

czwartek, 7 maja 2020

perfect

Sometimes I just wish
I could cut it out.
Put my hand between my ribs
and yank the negativity.

People are happier with happy shells
who do not suffer and aren't worried
who do not talk
who have their fingers cut off and mouths sewn into smiles.

People are happier if you leave your room
do your work
behave normally
don't speak about that.

Everyone likes Light
Laughs
and Love.
Wants to reject anything bad.

Maybe I am a narcissist?
Maybe I should be locked up?
Maybe I should just leave
and make a place in their hearts for another?

My name isn't Manipulation,
nor is it Lie, Fraud and Impostor.
My name isn't Perfection,
I am like a wick that doesn't catch fire anymore.

Maybe I should cut off my tongue?
Sew my lips, tie my hands behind my back,
 Log off one night and not return
Let others play in the theatre of their lives. 


wtorek, 28 kwietnia 2020

A small story about a girl

Disclaimer: I don't condone the actions of the characters. The story is Very Heavy. It isn't suitable for children or people who are easily disturbed, hence the highest rating. This work is like a self-callout post to me, mixing my fears with fiction, straight-up lies and what was really happening, but isn't most of the fiction like that?

niedziela, 26 kwietnia 2020

We śnie moim


We śnie moim
Uciekam ze złego miejsca,
Trafiam w kolejne.

We śnie moim
widzę wszystkich poznanych
Tylko nie ciebie

We śnie moim
Siedzę dziesięć godzin na próżno
Przykładam włosy do nożyczek.

We śnie moim
Żaden fryzjer nie ścina mi włosów
Bo rozmawia z tatą.

We śnie moim
Wszyscy są w jednym miejscu.
Utknęliśmy w tym budynku

We śnie moim
Straszy mnie reklama
I wszyscy uciekamy z piekła.

szaleństwo cz. 3

Mówią o chorobie
Chcesz to wyleczyć, biedactwo
Jedynym sposobem
Znanym światu – nożem

Chcą cię leczyć
Na coś innego
Na przypadłość znaną
Jako twoja osobowość

Chcą zerwać
Twój święty pakt z szaleństwem
Ratujący ci życie co noc
Chcą zniszczyć twój gniew.

Nie krzywdź się.
Nie daj się zniszczyć
Nie daj sobie wmówić…
Chcesz tego?

Chcesz jednak żyć w kłamstwie?
Chcesz by to poszło na marne,
Chcesz się zatruć,
Chcesz śmierci?

Szukasz desperacko sposobu.
Chcesz, by ktoś cię zmienił
Nawet wbrew twojej woli
By już nie być sobą i nie czuć.

Chcesz, by ktoś szeptał 
Kłamstwa do ucha
Zmieniał cię 
W coś pięknego.

Nie mów im nic.
Wszystkie słowa są użyte 
przeciwko tobie.
Przestań mówić, pisanie wystarczy.

Niech nie widzą sposobu 
na utrzymanie świadomości
w jednym miejscu.
To nienormalne.

Chcą dalej twojego spokoju
Ale gdy był chcieli czegoś innego.
Ludziom się nie dogodzi.
Naucz się grać.

Broń się. 
Nie zasypiaj.
Nie pij trucizn 
I zaszyj usta.

Oczekiwania

Dlaczego się poddajesz?

Czemu przestajesz walczyć? 

Dlaczego twoje oczy widzą dziwnie, anaglifowo?

Czy twoja słabość tak bardzo cię boli?

Czy naprawdę chcesz się leczyć

Na ich kłamstwa?

Być marionetką, 

Idealną córką

Sypiającą z mężczyzną, 

Któremu co noc zazdrości,

Którego nie kocha

I on jej też nie?

Rodzącą im wnuki,

Wychudzoną szkapą

Dla ideału?

Pozbyć osobowości? 

Ignorować głód i wypalenie

Które miną 

I spowiadać się z tego,

Że ból istnienia

W ciele, które nie wygląda

Jak powinno

I skórze która jest obca

Uderza co dzień

Gdy nikt nie wierzy? 

Spowiadać się 

Z ich wymyślonych chorób

Bo oni chcą by choroba

Nazwana przez nazistę 

Okazała się prawdą,

Bo jest lepiej. 

pętla

jedna historia

różni bohaterowie

wszystko się powtarza, 

jest takie samo

 

wrona z sześcioma dziobami 

łączy trzy łamiące mózg światy

swoja stopą, zygzakuje przez

czas

 

moja pasja zapala się i wypala

widzę ją

kocham ją

wszystko jest tak jak być powinno

 

ona nigdy nie ma dla mnie pasji,

jedyne co się pali to moje kolejne listy

do niej

w jej kominku

 

nie znamy się wcale

wyciągam dłoń

i ona zna mnie

ja jej nie

 

była podobna

mamy ten sam kolor oczu

różnica odcieni

i ma te same zainteresowania

 

ale różnimy się za bardzo

mój los działa na niekorzyść

bo nie jestem tym, 

kim jestem dla innych

 

zostaje przyjaźń i odkrztuszanie

kwiatów i gałęzi bzu

po zachodzie słońca

wraz z powolną śmiercią dnia

 

nie jesteśmy ogniem i wodą

ja jestem tańczącym ogniem

ona powietrzem poza moją szklanką

wraz z odejściem dnia odchodzę i ja

 

nie mogę prząść

moje nici są nie w porządku

zaplątane w tęsknocie

i nieprzespanej nocy

 

i znowu wracam do odrzucenia

i przyjaźni,

zapętlam się,

trafiam w to samo miejsce

Uśmiechnij się!

Uśmiechnij się

Będzie lepiej

Biorę nóż do ręki,

tnę policzki

Smutna bogini będzie wściekła

Ale dzisiaj jest Wigilia Wszystkich Uśmiechów

Uśmiechnij się

Będzie lepiej

Życzę ci, żebyś się uśmiechała częściej

Jakby uśmiech był wyznacznikiem szczęścia

Śmiałem się w rozpaczy.

Rozum

Rozum

Rzecz zagubiona wśród nocy

Rzecz budząca się ze świtem umysłu.

Coś świta,

coś mroczy.

 

Śpiew na dachu o piątej

o nieszczęśliwej miłości.

Ona rani jego.

On rani ją.

Bezrozumne walki małp.

 

Gwiazdy nie sprzyjają rozumowi.

Odlatuje się w kosmos.

My - krok do przodu.

One - krok w tył.

Przewracanie się we śnie.

 

My spadamy na Ziemię niszcząc statek,

tłukąc siebie niwecząc przestrzeń igłami

skrawkami metalu plastikiem

na szaleńczy bezrozumny pomysł

wymagający rozumnych obliczeń

 

Folder "do przemyślenia później"

Przypomina nieposprzątaną szafę.

I chociaż jest cały czas różnie

Moja pani i jego blizny na twarzy,

I jego uśmiech znaczą więcej niż bm tego chciał.

 

Stres, nerwy

i jego włosy na poduszce,

i kołdra na podłodze.

Mój anioł strzegący Bramy.

Uciekam przez okno i on mnie woła.

 

Spotkaj się ze mną

wykonaj pierwszy ruch

bo nie wiem, kim jesteś.

Zmieniasz imię.

Tłuczesz szkło.

 

Twoja korona zsuwa ci się z głowy.

Król, Książę, 

Aż do szantażu, by pozbyć się długu.

Kim jesteś?

Zmieniasz się przed moimi oczami.

 

Wyglądasz głupio opierając się

o moją wyspę kuchenną, 

gdzie krążę gdy nic się nie zmienia.

Głupie dogryzanie.

Głupie serce w gardle. I dym.

 

Przynoszę ci kwiaty. 

Dalie i róże ze źdźbłami trawy. 

Tak na pamiątkę i twoje urodziny.

Tęsknię za tobą.

Znikam by pójść po rozum do głowy.

underwintering

 if the a soon fate yet be want bad heart  about time is I'll do rhymes okay I art feels  start How the that begging frozen know to reas...